Author Archives: and_cie@yahoo.com

Zgubione wiersze

Top

Po cichu i po kryjomu, w największym sekrecie
wymknęły są raz wiersze
z głowy poecie.

Te, którym urosły skrzydła
na chwilę
zmieniły się w płochliwe motyle.

Te, które pobiegły na łąkę
złapały
na szczęście biedronkę.

Te, które spojrzały do góry
pożeglowały
jak koronkowe chmury.

A te, którym spuchły nogi od dalekiej drogi
włożyły czerwone butki
i … zmieniły się w krasnoludki!

Westchnął poeta, wiecie,
nie zapisałem nic w kajecie
i rozpierzchły mi się wiersze po świecie!

Opis krasnoludka

jak-wyglada-krasnoludek-001Jak wygląda krasnoludek?
Proszę bardzo, już to mówię:

Wczoraj był tu na przyjęciu
Narozrabiał za dziesięciu
Sam zżarł wszystkie czekoladki
Rozbił wazon, złamał kwiatki
Strzelał z procy do obrazu
Nie przeprosił ani razu
W końcu gdzieś za szafę wskoczył
I tak wszystkim zniknął z oczu.

Co? że nie na temat mówię?
Przecież mówię: krasnoludek
Wczoraj był tu na przyjęciu …

 

 

 

Dawno, dawno temu, gdy napisałam ten wierszyk, przez kilka miesięcy można go było przeczytać w internecie wraz z kilkmoa innymi, które umieściłam na stronach pod prostym tytułem “Wiersze dla dziecu”.  Adres tej strony istnieje do dzisiaj (URL usunięty, gdyż został oznaczony jako niebezpieczny) , choć link nie działa, bo stron dawno nie ma. Strony strzeżone były prawe autorskim, ale wiadomo … internet często rządzi się własnymi prawami ..Aa jeżeli na dodatek wejdzie w układ z krasnoludkiem o tak łobuzerskim spojrzeniu na świat jak ten z wiersza… niewiele można zrobić. Mój krasnoludek, najpewniej z pomocą kogoś, kto go bardzo polubił, opuścił internet i rozpoczął życie na własny rachunek poza nim. Uwierzcie lub nie, ale przeżyłam spory szok, gdy odkryłam ich obu (wiersz i krasnoludka) na stronach szacownej Wikipedii w wikicytatach, gdzie sąsiadują z innymi sławnymi literackimi krasnoludkami. Wiem też, że ten mały “utrapieniec” cieszy się sporym wzięciem na konkursach recytatorskich i czasem nawet udaje mu się je wygrać! Cóż mogę rzecz, udało mi się to wierszowane dziecko jak żadne i choć nie grzeszy posłuszeństwem, cieszę się, że tak dobrze radzi sobie w życiu. 

http://pl.wikiquote.org/wiki/Krasnoludek

Wynalazek

Krąży mi głowie, szczególnie nad ranem
Pewne natarczywe, męczące pytanie.
Kto postanowił, że w butach po ulicy się chodzi
A w kapciach po domu? I dlaczego nikomu
Nie przyszło jeszcze do głowy, by zrobić
Taki wynalazek rozwojowy,
Który byłby buto-kapciem i rósł z nogą,
I byłby błotoodporny, i zmieniał się wraz z pogodą?

To dopiero byłoby życie! Nie sądzicie?
Koniec z workami na kapcie!
Koniec z groźną
Woźną!
Koniec z łajaniem mamy,
że nowe kapcie, a już się „zapodziały”…

Lecz najfajniej będzie wtedy, gdy ciocia przyjdzie z wizytą
I jak zwykle z miejsca zapyta: a kapcie gdzie, Julito?
Rzuci jej człowiek spojrzenie, minę zrobi i powie:
Ciocia gazet nie czyta, ciociu? Ciocia wciąż nic nie wie?
Dziś buto-kapcie są w modzie dla małych i dla większych.
Praktyczne, wygodne, trwałe, a jaka oszczędność pieniędzy!
Dlatego, ciociu miła, mówiąc to między nami
Nie kupuj mi więcej w prezencie tych strasznych bamboszy z frędzlami!

Opowieść o okrutnych smokach, dzielnych księżniczkach oraz pisaniu bajek

Top-005Mama nie była ostatnio w dobrym nastroju. Wychodziła niespokojna do pracy i jeszcze bardziej niespokojna z niej wracała. O wiele rzadziej się uśmiechała i zachowywała się, jak gdyby myślami wciąż była gdzie indziej. Uli nie chciała nic powiedzieć, wykręcając się, że znów źle spała i jest trochę bardziej zmęczona niż zwykle. Ale w sobotę rano tata zdradził tajemnicę.
– Mamusia ma trochę kłopotów w pracy, córeczko, i bardzo się tym przejmuje.
– Jakich kłopotów? – od razu chciała wiedzieć Ula.
– No wiesz, dorosłych – tata rozłożył ręce.
– Jak dorosłych, to ja jestem od nich specjalistką – zadeklarowała Ula. – Pamiętasz, jak szliście na Sylwestra i mama nie mogła się zdecydować, które buty powinna kupić do nowej sukienki? Ty też nie miałeś pojęcia, a jak ja jej doradziłam, to sami potem powiedzieliście, że przez cały wieczór tylko zbierała komplementy za swoją kreację. No, to co to za problemy? – nie ustępowała Ula.

Tata pokręcił głową.

– Wierz mi, tym razem są dużo, dużo większe od butów, a nawet butów z całą sukienką. Chodzi o ludzi, o ich pomysły i zachowanie i o to, że czasami trzeba podejmować bardzo trudne decyzje, które na dodatek mogą nam przysporzyć jeszcze większych kłopotów.

– I…? – niecierpliwiła się Ula, bo tata, zamiast wyjaśniać dalej, nagle zamilkł.

Położył obie ręce na kubku i wpatrywał się w jego zawartość, jak gdyby w środku zobaczył złego czarownika kiwającego na niego paluchem, że ma już nic więcej na temat mamy nie mówić. Ula obiegła stół dookoła i aż sama do tego kubka zajrzała przekonać się, czy nie było tak w rzeczywistości. Nikogo tam jednak nie znalazła prócz pyzatej chmurki w meloniku, która uformowała się z wlanej do kawy śmietanki i wesoło mrugała do niej okiem.

Tata przytulił Ulę do siebie i pocałował w czoło.

– Najbardziej pomożemy mamie, jeśli damy jej dziś porządnie odpocząć. Miała naprawdę trudny tydzień – podsumował. – Ja zrobię jej śniadanie, bo wydaje mi się, że już wstała. A ty może byś coś dla niej narysowała?

– Albo napisała! – zawołała Ula.

– Wyśmienicie – ucieszył się tata.

Dawno, dawno temu żył sobie w dalekim królestwie król. Były to czasy, gdy po świecie grasowały smoki i w królestwie króla też, niestety, taki zamieszkał. Okrutny smok pożerał ludzi i król od rana do nocy głowił się jak go zabić. Gdy królowi urodziła się piękna księżniczka, przyszła do niego znajoma wróżka i powiedziała:

– Królu, tylko twoja córka może zabić smoka!

Król bardzo się zdziwił, bo nie słyszał do tej pory, żeby smoki zabijał kto inny niż dzielni rycerze.
Mijały lata. Okrutny smok wciąż pożerał ludzi i ich dobytek. Wszyscy żyli w strachu, biedzie i byli bardzo nieszczęśliwi.
Gdy księżniczka dorosła i skończyła 12 lat, przyszła do swego ojca i oświadczyła, że wyrusza zabić smoka. Król bardzo się przeląkł, ale pamiętał przepowiednię wróżki.

– A jak masz zamiar sobie z nim poradzić? – zapytał.

– Normalnie, jak wszyscy, którzy zabijają smoki – odpowiedziała księżniczka.

Dotarła do ciemnej jaskini, w której mieszkał smok. Zapaliła świeczkę, żeby dobrze widzieć swego przeciwnika, a gdy potwór stanął przed nią ziejąc ogniem, wyciągnęła szablę i jednym zręcznym ruchem odcięła mu głowę.

– Nie ma rady, trzeba zrobić, co trzeba zrobić — powiedziała do siebie księżniczka, po czym wskoczyła z powrotem na konia i wróciła na zamek.

Tej nocy król świętował aż do rana. Gdy księżniczka miała 20 lat wyszła za mąż za pięknego królewicza i żyli razem długo i szczęśliwie. Mieli 10-cioro dzieci. Gdy te dzieci dorosły, podzieliły królestwo między sobą. Ale żadne z nich już nigdy nie musiało walczyć ze smokiem, bo żaden smok już nigdy nie odważył się zapuścić w tamte strony.

Ula skończyła czytać i włożyła mamie do ręki kartkę z bajką. Specjalnie czekała z nią aż do wieczora, na moment, gdy mama przyjdzie do jej pokoju poczytać na dobranoc. Tylko, że dzisiaj to ona czytała mamie, a nie mama jej.

– I co? Podoba ci się? Podoba? – pytała z przejęciem. – Jest specjalnie dla ciebie!

– Bardzo! – odpowiedziała mama. – Jest idealna! W sam raz! — Mama biegała oczami po linijkach, kręciła z podziwem głową, a jej usta rozciągały się w coraz szerszym uśmiechu, dokładnie takim jak dawniej, zanim go stamtąd nie sprzątnęły jej problemy z pracy.

– Moja ty niezawodna, kochana specjalistko! – powiedziała w końcu. Podała Uli ukochaną pluszową zajęczycę w koronie, otuliła obie kołderką i wyszła z pokoju przymykając za sobą drzwi.

Pierwsze, co rzuciło się Uli w oczy w poniedziałek, gdy mama wróciła z pracy, był wciąż ten sam, szeroki uśmiech, który od dwóch dni zdawał się nie schodzić jej z twarzy.

– Rozwiązałaś w końcu te problemy? – Ula zaczęła koło mamy skakać, nie dając jej czasu na zdjęcie butów, ani odłożenie na krzesło torby z laptopem.

– A żebyś wiedziała! – odpowiedziała ze śmiechem mama. – Poszłam do jaskini smoka i zrobiłam to, co trzeba było zrobić. Tylko, że tym smokiem był mój nowy szef.

– Odcięłaś mu głowę? – przeraziła się Ula.

– W pewnym sensie tak – potwierdziła mama. – Powiedziałam mu w imieniu całego zespołu to, czego nikt inny nie śmiał mu powiedzieć, choć wszyscy myśleliśmy tak samo. Zmiany, których od nas żądał nie ułatwiały nam pracy, lecz jeszcze bardziej ją utrudniały. Najciekawsze jednak było to, że szef przyznał mi rację i przeprosił nas za swoje zachowanie.

– Ufff – wypuściła z siebie powietrze Ula. – Bo już przez chwilę naprawdę myślałam …

– I dobrze myślałaś – wpadła jej w słowo mama. – Nie trzeba być dzielnym rycerzem, by uwalniać świat od okrutnych smoków. Można być księżniczką, chodzi jednak o to, by w razie potrzeby nie być tchórzem. Widać od niepamiętnych czasów jest to wciąż jedyna skuteczna metoda na okrutne smoki.

Eliza Sarnacka-Mahoney i Wiktoria Mahoney (bajka Uli oraz ilustracja)

Worek

Worek

Pod czerwonym muchomorkiem
Siedział krasnal z wielkim workiem.

Zapytała go biedronka:
Czy w tym worku jest koronka
Na spódniczki i haleczki
Dla szykownej biedroneczki?

Ziewnął krasnal: psss…psss
To jest tajemni…

Spytał żuczek-łakomczuszek
Czy w tym worku jest dżem z gruszek?
Czekolada? Marmolada?
Manna, która z nieba spada?

Ziewnął krasnal: psss…psss
To jest tajemni…

Przyszedł motyl z pędzlem złotym
Czy w tym worku są klejnoty
Rubinowe, diamentowe
Z pereł może coś na głowę?

Ziewnął krasnal: psss…psss
To jest tajemni…

Pod czerwonym muchomorkiem
Zasnął krasnal z wielkim workiem.
Słonko z nieba zeskoczyło
Bo ciekawskie strasznie było.

Wór promykiem otworzyło
Rój balonów wypuściło…

Krasnal szedł na urodzinki
Do kochanej krasnalinki.
Lecz, że droga długa w borze
Spoczął krasnal i … nie doszedł.

Poszły dzieci nad rzeczkę

aaasPoszły dzieci nad rzeczkę,
Popływały troszeczkę,
Pobawiły się w piasku
Poskakały po lasku.
Potem wbiegły na górkę,
Rozśmieszyły tam chmurkę,
A kiedy biegły z górki
To z górki na pazurki!
Potłukły się odrobinę
Lecz dziarską miały minę
I z powrotem przez rzeczkę,
Przez drewnianą kładeczkę
Wróciły dzieci z wycieczki
Do ojca i mateczki.